środa, 23 listopada 2016

Lepsze dni;)

23/11/2016

epsze czasy nadeszły. Nastało babie lato, i chociaż to wszystko tylko na chwilę, to tak właśnie zapamiętam ten rok. Poprawa pogody przyniosła znaczny wzrost efektywności pracy. Staruszka ma teraz tak "wyprowadzone" i poodkurzane zakamarki, jakich nie miała od co najmniej pięciuset lat;) To cieszy - zwłaszcza Staruszkę(ponoć nocami niesie się po okolicy echo radosnych pomruków Wieży). Zainstalowaliśmy kołnierzyk na umęczonej szyi Staruszki okrasiwszy go wielobarwnymi ceglanymi cekinami:



Kto by pomyślał, że jeszcze raz kiedyś tak to wszystko będzie wyglądało.
W środku niewidoczne wzmocnienie, które zalane spoiwem na długo pozwoli Staruszce zapomnieć o tym, co przeżywała przez ostatnie dekady.





Jutro od rana lejemy beton w te subtelne kanaliki:


A w międzyczasie dobraliśmy się wreszcie do zapomnianej wieżyczki klatki schodowej, która, o czym doskonale wiedzieliśmy, również od dawna domagała się naszej atencji.


Wisienkę zostawiliśmy sobie na koniec. Jej smak pozostanie na długo, bo znacznie więcej jest tu do zrobienia, niż z pozoru wyglądało. Ale teraz pogoda tak dopisuje, że nikt się kieratem nie przejmuje.


Po niedzieli rusza montaż obu dachów.

środa, 16 listopada 2016

Pogoda pod psem

16/11/2016

Choć dzisiaj temperatura na plusie to dość podle było ogólnie. Psa by z domu nie wyrzucił. My jednak zaatakowaliśmy. Deszczu, szarzyzny i ponurej, wisielczej aury mam już dość kompletnie. Stąd właśnie ostatnio każda akcja na budowie jest dla mnie jak walka. Bój śmiertelny z przeciwnościami wszelkiej maści. Do tego walka z czasem, bo terminy u Ministra nieubłagane.
Muszę przyznać, że w chwili obecnej do pracy motywuje najbardziej ta właśnie Ministerialna umowa. Deszcz nie deszcz a ona magnetyzuje niemiłosiernie.
A skoro tak, to efekty jakieś muszą być.
Dzisiaj pakowaliśmy podciąg i belki stropowe na górę - tj pod dach.



Bez dźwigu się nie obyło, chociaż my oczywiście początkowo zakładaliśmy, że wciągniemy belki na szczyt "ręcznie", wciągarką linową - a co!
Dźwignęliśmy w górę podciąg drewniany i od razu nam przeszło.


Przyjechał dźwig z Famaby rocznik 1985;) i wtedy wszystko poszło już dość gładko. Po godzinie cały strop mieliśmy już na górze.Teraz oczywiście masa "zabawy" z poziomowaniem ustawianiem, montażem etc, ale kilkusetkilogramowe belki są już na swoim miejscu i to się liczy.



To pierwszy etap montażu konstrukcji dachowej. 
Jak pogoda dopisze, to w przyszłym tygodniu zalewamy wieniec i 29/11 ruszamy z montażem więźby.
Oby!


niedziela, 13 listopada 2016

Jesień, której nie było

2016/11/12

pieszę z pocztówką jesienna z Dalkowa, ale jakbym się nie spieszył i tak nie bardzo wiem - o jaką jesień chodzi? Wszakże w tym roku jesieni nie było prawie wcale, w każdym razie tej "złotej polskiej" na pewno. Deszcz, szarówa i chłody jak cholera. Na pocztówkę jesienną nie było po prostu szans.
Za to jest teraz - u progu klimatycznej zimy.  
 


Jakby tego było mało - Staruszka Wieża zamówiła sobie dach nad głową z terminem na rok BIEŻĄCY. Z naciskiem na BIEŻĄCY. Teraz, z coraz większym poślizgiem (już prawie, po lodzie) i niecierpliwością Wieża oczekuje jego narodzin

Końcowa ultrasonografia płodu wygląda mniej więcej tak:



W najbliższy wtorek wszystko ma się zacząć! Najpierw dostawa i montaż drewnianego podciągu i belek stropowych nad pierwszym piętrem. Belki trzeba będzie jeszcze obmurować i wówczas te stanowić będą podwalinę dachu....a pogoda nie rozpieszcza. Na szczęście przymrozki chwilowo odpuściły, więc jest git i wciąż jeszcze wszystko udać się może.

 

Tymczasem pokończone kilka dni temu gzymsy elegancko się prezentując podkreślają godną uwagi prostolinijność Staruszki. Ona sama chwilowo zdaje się być szczerze zdziwiona (jak na "Krzyku" Muncha) tym faktem, że na jej tak niegdyś powykrzywianych, niczym od reumatyzmu murach,ta sztuka się udała...i powstał taki oto...koronujący gzyms. Wdzięczności za to Staruszka mi teraz nie skąpi;)


...ach, jak ja lubię robić sobie takie małe fotograficzne retrospekcje, jak ta poniżej. To mnie nieustannie ustawia pozytywnie do całego tematu. Zwłaszcza teraz, kiedy pogoda taka do d...y. Na co dzień po prostu postępów prac nie widać prawie wcale a tak - proszę! ...ile roboty zrobione;)




...noooo, więc jesień była piękna tego roku. Nawet udało mi się ją raz namierzyć:


I tyle było jesieni. Cóż, taka karma - jak to mawia niejaki Bizon.

Postscriptum

Chatce "Ponurego Kosiarza" też coś skapnęło w tym roku. W jakimś kompletnie niezidentyfikowanym międzyczasie wprawiłem dwie pary okiennic. Ponury Kosiarz dawno nie gościł w Dalkowie zatem drzwi wciąż wymagają dopieszczenia;). Pozostało jeszcze kilka obróbek dekarskich i oczywiście pokrycie daszku ma się rozumieć. 


Post Postscriptum

Moim sąsiadom także - no może nie skapnęło a raczej się dostało, nad czym szczerze ubolewam i na łamach niniejszej dykteryjki serdecznie przepraszam. A za co? JOni wiedzą najlepiej. Wszakże do dziś nie wymyślono jeszcze tłumika do szlifierki kątowej.
 
Post Post Postscriptum

...a ja z coraz większym spokojem i opanowaniem patrzę w bliżej nieokreśloną przyszłość zachowując oczywiście pełną trzeźwość umysłu;)


środa, 12 października 2016

Staruszka w rozkwicie

12/10/2016


satysfakcją, ale i w poszukiwaniu dalszej motywacji podczas tej depresyjnej październikowej słoty spoglądam wstecz. Nic tak nie podnosi na duchu, jak widok efektów ciężkiej pracy. 
Oby wreszcie się rozpogodziło!
Październik wytoczył ciężkie działa wprost w kierat walki z materią i czasem
Szczęście, że wrzesień był tak bardzo sierpniowy, jakim sierpień tego roku niestety nie był;)
Szczęście, że nie zabrakło dyspozycji siły i determinacji
Szczęście, że nie zabrakło rąk do pracyaśnie we wrześniu, bo teraz z zaawansowaniem prac bylibyśmy daleko w polu. Nieszczęście w szczęściu polega na tym, że wciąż wszystko zależy od pogody i dach wciąż wisi jedynie w powietrzu. 
Wciąż nie wiadomo, czy zdążymy na czas z przygotowaniami i czy Staruszka wreszcie odzyska swój dach nad głową.
Ale o tym później. 
Podczas takich, jak teraz przestojów, oglądam się za siebie, żeby zobaczyć jak bardzo gorzej było kiedyś
Ten kikut poniżej to odchylona od pionu pozostałość po narożniku i ścianie północnej z zamurowanym oknem i zerwaną krążyną nadproża.
 


W zeszłym roku narożnik powstał z kolan a ścianę udało się przywrócić do pionu:

 

Ostatnimi czasy odbudowaliśmy krążyny i nadproża przywróconego do życia okna ściany północnej:




 

Staruszka w XIXw. przeżyła niewielką przebudowę. Przyniosła ona kilka nowo pobudowanych krążyn i gzymsy koronujące. No i oczywiście nowy dach.
Właśnie powoli zbliżamy się do zakończenia etapu z roku 1853.


Ściana południowa (frontowa) zupełnie niedawno wyglądała tak:




Okazało się, jak przy każdym zresztą fragmencie murów, że oczyszczanie pozostałości po ludzkiej ignorancji kosztuje wiele. Każdorazowo towarzyszące rozbiórki uszkodzonych, zmurszałych fragmentów nie mają końca.


W tym przypadku powstała kolejna dziura nad prawym oknem i spory ubytek zwieńczenia muru. Uszkodzone fragmenty leżały na wypłukanej zaprawie, jak na warstwie piasku.


Dodatkowo okazało się, że cały fragment ściany pomiędzy oknami chwieje się, jak słomka na wietrze. Naprędce zespawaliśmy kilka rur stalowych i zrobiliśmy tymczasową podporę usztywniającą.
Wreszcie można było zacząć montaż szalunku krążyny i konstrukcję nadproża. 
Żeby wrażeń było mało, to ujawnił się kolejny drobiazg, o którym Staruszka również nie raczyła wspomnieć nigdy wcześniej a mianowicie taki, że każda krążyna znacząco różni się od kolejnej długością. Do każdej zatem trzeba było konstruować nowy szalunek lub bezpowrotnie przebudowywać istniejący. 
Taka to ekstrawagancka Staruszka Wieża!









Kolejne krążyny rodziły się w coraz większym bólu i rosnącym zwątpieniu, aż w końcu udało się dobrnąć do końca i rozpoczęliśmy etap, który swoją efektownością i klasycznym pięknem zachwycił mnie kompletnie - odbudowujemy gzyms koronujący.







I jeszcze poniżej jedna mała reminiscencja z cyklu "przed" i "po", czyli dlaczego nie watro zbytnio przejmować się teraźniejszością i dlaczego przeszłość z perspektywy czasu wydaje się być taka romantyczna;)



Rozpoczął się czas drugiej młodości Staruszki - Złoty wiek. Czas wielkich wzruszeń ochów i achów a za kierat, który zaserwowała nam Staruszka przy odbudowie nadproży i krążyn nagrodzeni zostaliśmy porywającą, odmładzającą euforią i zapałem do dalszej pracy.


Ps.

W tak zwanym międzyczasie, któregoś wieczoru druga ściana szczytowa tajemniczego budynku sięgnęła wreszcie szczytu:


a ostatnie słoty sukcesywnie domykają tymczasowo wszelkie weń dziesiątki otworów drzwiowych i okiennych.