27-29/06/2014
ażni są oboje. I wieża i bluszcz. Jednakże dla idealnej symbiozy pomiędzy wieżą a bluszczem potrzeba przywrócić odpowiednie proporcje pomiędzy nimi. Potrzeba trochę więcej wieży a trochę mniej bluszczu;). Taki jest plan od-budowy. I tego się trzymam.
Przywiozłem i pobudowałem rusztowanie dla wzmocnienia tempa pracy (precyzyjne wypoziomowanie pierwszego przęsła rusztu, to absolutna podstawa przy takich wysokościach). Tak w każdym razie wyglądało to w teorii, bo w praktyce nie do końca. Podczas wznoszenia rusztu (zwanego warszawskim) nadziałem się najpierw na jedno, a później drugie zupełnie niezapowiedziane, świetnie zakamuflowane w bluszczu gniazdo os.
Osy są bardzo dobrze zorganizowane. Tak w zasadzie jak pszczoły z tym wyjątkiem, że może trochę mniejszy z nich pożytek. Gniazdo os nigdy nie pozostaje zupełnie puste! Strażnicy na wszelki wypadek pozostają w ciągłej gotowości do obrony gniazda. No i ja się z nimi spotkałem montując ostatnie niemal przęsło rusztowania na wysokości jakichś 7 metrów nad ziemią. Strażnicy zareagowali w imponującym tempie. Taki jak ten ból pamiętałem z dzieciństwa, bo wtedy dużo czasu spędzałem w tego typu miejscach. Trzeba przyznać, że boli bardziej, niż po ukąszeniu pszczoły ...ale za to nie puchnie;)
Na koniec, kiedy opadł już kurz po stoczonej walce jedna rzecz zwróciła moją uwagę, a mianowicie fakt, że osy wciąż "kręciły się" wokół mnie przysiadając raz po raz na drewnianych żerdziach rusztowania. Zastanawiałem się, czy są aż tak bardzo pamiętliwe i szukają okazji do odwetu? Sama tylko możliwość skrzętnie opracowywanej zemsty trochę mnie dekoncentrowała. Dopiero w domu, kiedy zasięgnąłem wiedzy fachowej, zrozumiałem o co w tym wszystkim chodziło. Osy, po jakichś dwóch godzinach rozpoczęły po prostu budowę kolejnego gniazda. Dla zainteresowanych dodam tylko (o czym sam wcześniej nie wiedziałem), że osy swoje gniazda budują z mieszanki wydzieliny, którą produkują gruczoły owada i wierzchniej warstwy kory miękkiego drewna. Dokładnie takiego, jakiego użyłem do budowy rusztowania tj. sosny zwyczajnej. One po prostu zajęte swoimi zadaniami, zwyczajnie zbierały materiał do od-budowy. Teraz rozumiem dlaczego wybrały tak osobliwe miejsce do budowy gniazda , jak sąsiedztwo mojej wieży to przez korę miękkiego drewna.
Po raz kolejny przekonałem się, że te niepokojące hordy komarów w wieczornej porze to żaden problem. Przecież może być znacznie gorzej:)
Pewna kobieta powiedziała, że komary denerwują ją bardzo, ale nie może ich zabijać, bo przecież w nich płynie jej krew;)!
Oba gniazda pochłonęły trochę mojego cennego czasu, ale i tak kolejny kawałek w przywracaniu odpowiednich proporcji został osiągnięty.
Ponoć mężczyzna z czasów świetności staruszki wieży do lekarza zwracał się dopiero wtedy, kiedy kawałek włóczni przeszkadzał mu w spaniu;) I ja postanowiłem z kilku ukąszeń ceregieli wielkich nie robić. Rano i tak już tylko zmęczone pracą mięśnie mnie bolały.


















































