czwartek, 7 marca 2013

Romantyczna historia o bluszczu i wieży

02-04/03/2013

Czy obecny, stan techniczny wieży wynika z nadmiernego rozrostu bluszczu, który uszkodził pokrycie dachu, czego skutkiem było wnikanie wody do wnętrza, dalej zalewanie murów, stropów i spowodowanie ich spękania podczas mrozów aż w końcu zawalenia się? A może tu winien jest ten człowiek. No, ten, który w renesansie go tu posadził. Posadził i niech teraz ma za swoje! Po co sadził pod samą wieżą?! Przecież wiadomo, że korzenie rozsadzą fundamenty. Niech się cieszy, że dopiero teraz się zawaliło a nie wtedy, za jego życia! A zresztą, gdyby myślał trochę perspektywicznie wiedziałby, że to będzie rosło i rosło i w końcu wrośnie w dach, rozwali dachówki a woda dalej zrobi swoje i wieża się rozwali! Wystarczy spojrzeć na inne ruiny. Ci ludzie byli jacyś dziwni, zawsze sadzili bluszcz przy samej ścianie! 

(Hedera helix na Zamku w Kamieńcu Ząbkowickim)
(źródło: Wycieczki w kraja) 

(Hedera helix na Zamku w Świnach)
(źródło: Zamek Świny)
 
(Hedera helix na Zamku Chojnik)
(źródło: Zamek Chojnik)

(Hedera helix na Zamku w Malborku)
(żródło: archiwum własne)

Tak jakby chcieli sobie zaszkodzić. Tylko robactwo i pająki włażą przez okna, ściany ciągle zawilgocone i od tego właśnie popękały. Na pewno! Efekt najlepiej widać na wieży w Dalkowie. I co z niej zostało? Zgliszcza!


(bluszcz w Dalkowie przed rozpoczęciem prac)

A może jednak prawda jest nieco inna?
Może jednak nie jest przypadkiem, że akurat Hedera helix oplata wieżę. Może ci zacofani ludzie średniowiecza i renesansu nie byli aż takim ciemnogrodem? No więc właśnie.
To rzeczywiście człowiek zawinił, że stan rzeczy obecnie jest taki, jaki jest. I to nawet nie ten człowiek sprzed pięciu czy dziesięciu lat. A więc gdzie jest winny?
Ojciec Kazika Staszewskiego, nota bene też architekt napisał kiedyś taki tekst, którym ja posłużę się jako wskazówką do odnalezienia odpowiedzi na to pytanie:

Choć nie ma w kabzie srebra ni złota
Przyda się przecież nasza robota
Dopchamy wreszcie w ktorymś tam roku
Do wojny co to ma być o pokój
Co oszczędzimy to ktoś ukradnie
Idzie składnie jakoś się pcha
Więc wykonajmy plan narodowy
Inżynierowie z Petrobudowy
Kładziemy lachę, niech brzękną szkła
Budowniczowie na 102. 



O rzeczywistych powodach, którymi kierowano się przyjmując takie rozwiązania w renesansie i epokach poprzedzających sporo napisał dr hab. inż. Jacek Borowski, prof. SGGW.
Może zatem garść faktów o tej dobroczynnej działalności bluszczu dla wieży, które postaram się przedstawić esencjonalnie:
- wstrzymywał przez stulecia proces wietrzenia budulca wieży (oczywiście dot. to partii ścian, które porasta), który to proces  powiązany jest w bardzo istotny sposób z dużymi zmianami temperatury i wilgotności oraz bezpośrednim oddziaływaniem promieni słonecznych,
- jego system korzeniowy stanowi b.dobre odwodnienie budynku zbierając, jak tama, wody opadowe spływające w gruncie z wzniesienia znajdującego się vis-a-vis wieży. Jego rozległe korzenie znacząco osuszają grunt wokół budynku, w żaden sposób nie uszkadzając fundamentów wieży,
- bardzo istotne jest również, osłabienie przez warstwę liści, wpływu niszczącego działania bezpośredniego promieniowania słonecznego, które obok wahań temperatury i wilgotności jest głównym czynnikiem destrukcji podłoża - tynku czy cegły (ekspozycja bluszczu południowo - zachodnia),
- chroni przed przegrzewaniem się ścian budynku latem a nadmiernym wychłodzeniem zimą. Latem temp. ściany bez bluszczu nawet o ok 30 stopni wyższa niż ściany z bluszczem. Warto tutaj zauważyć, że wartość współczynnika przewodności cieplnej, po pokryciu ściany bluszczem, może ulec obniżeniu od 3 do 18 %,
- pod warstwą jego liści, mniejszym wahaniom podlega też wilgotność powietrza. "Zielona izolacja" przyczynia się do zmniejszenia amplitudy wahań jego wilgotności. 
Najwyraźniej ochronna funkcja pnącza uwidocznia się w okresie długotrwałych deszczów, kiedy to wilgotność względna powietrza pod liśćmi utrzymuje się na dość wysokim poziomie,
- Hedera helix produkuje znaczne ilości tlenu i wchłania zanieczyszczenia zawierające związki metali ciężkich,
- redukuje wychłodzenie ścian budynku przez wiatr,
- no i wreszcie nie można nie wspomnieć o walorach estetycznych tego pnącza, które dzięki swej fakturze i zmienności w ciągu sezonu wegetacyjnego(zwłaszcza, że jest to roślina wiecznie zielona i wyjątkowo pięknie kwitnąca)uatrakcyjnia budynek wieży. Podkreśla jej monumentalność i dodaje patyny pomimo tego, że wieża jeszcze do dziś była prawie w całości nim porośnięta.
 
Zdumiewający w tych informacjach jest cały aspekt tej symbiozy, stworzonej przez człowieka świadomego swoich działań i posiadającego obszerną wiedzę na temat natury i przyrody. Symbiozy, która w tym przypadku obejmuje relacje współzależności zjawisk świata fizycznego – zarówno nieożywionego, jak i życia – w postaci tego imponującego czterystuletniego egzemplarza.
 

 O dobroczynnych dla wieży właściwościach Hedera helix już wspominałem jakiś czas temu. Dzisiaj rozwinę ten wątek albowiem właśnie rozpoczął się dla niego czas niezbędnej pielęgnacji zgodnie z wytycznymi pozwolenia.
Ogrody późnego średniowiecza i renesansu cechują między innymi harmonia form i ścisłe powiązanie z otaczającym krajobrazem. Są regularne i podporządkowane architekturze. 
Tak też jest w przypadku wieży w Dalkowie a bluszcz jest najlepszym kompanem i świadkiem jej historii. Jest żywym dowodem zadającym kłam wszystkim poglądom o szkodliwym działaniu pnączy na ściany budynku. Piszę to niejako stojąc z sekatorem w rękach przed nim z zamiarem - tu powołam się na zapis z pozwolenia a mianowicie cyt. "...jego częściowego zniszczenia...".
Piszę to również mając świadomość, że tak naprawdę, tylko tam, gdzie bluszcz porasta ściany wieży, jeszcze stoi kompletna, bez katastrofalnych zniszczeń. To tak, jakby bluszcz porastając jej ściany (również od strony wewnętrznej) chciał uchronić je przed zawaleniem obejmując wieżę swoimi pędami.
Paradoksalnie bowiem bluszcz, który przez wieki chronił wieżę przed wieloma niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi teraz, na skutek braku działań przez dziesięciolecia zarówno właścicieli budynku jak i konserwatora zabytków przez swój ekspansywny i od dawna niekontrolowany rozrost uniemożliwia naprawę spękanych murów. Stąd właśnie ten przykry obowiązek, który mam do spełnienia.


Pędy bluszczu na ratunek cokołu wieży.


I jako wsparcie filara ściany pierwszego piętra po zawaleniu się stropów.


Strzyżenie i oczyszczanie bluszczu to dość żmudna praca. Każdy pęd trzeba potraktować indywidualnie, ale efekty widać od razu. 





Po pierwszym dniu pracy po raz pierwszy, od może setek lat, fragment ściany frontowej znów ujrzał światło dzienne.



Dzień drugi zakończył się takim oto rezultatem. Znad okna pierwszego piętra wyłoniło się oryginalne drewniane nadproże. Już niebawem wieża będzie dostępna wokół z wszystkich kondygnacji rusztowania.
W międzyczasie wymieniliśmy też folię przykrywającą dach wieży klatki schodowej na brezent, który mam nadzieję wytrzyma do lata. Wtedy to mam nadzieję wymienić więźbę na nową.



Wieża coraz lepiej wygląda w takim zestawieniu z drewnianym rachitycznym rusztowaniem. Docelowo rusztowanie stanie wokół na zewnątrz i wewnątrz wieży. Wtedy na dobre rozpocznie się naprawa i odbudowa murów i stropów poszczególnych kondygnacji wieży. Ściana frontowa, wyłaniając się spod bluszczu zrobiła wrażenie, jakby dopiero co powstała i tym sposobem mam więcej wieży;) Tegom chciał!
Dzisiaj po raz pierwszy od dwóch miesięcy pojawiło się słońce a z nim świeży zapał i entuzjazm. Dobrze, że tegoroczna zima już powoli odchodzi do lamusa. Dobrze, że bluszcz przez te wszystkie minione lata strzegł wieży pod nieobecność właściciela. Dzięki temu teraz pojawiła się druga szansa na przywrócenie tej niegdyś zachwianej a tak dobrej symbiozy.

niedziela, 24 lutego 2013

I'm still here!

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego (http://www.mkidn.gov.pl/) przyznał dotacje w zakresie ochrony zabytków. Chciałbym, aby analiza przyjętego przez to ministerstwo regulaminu (mkidn_regulamin) i niedawno ogłoszonych wyników (mkidn_wyniki) składały się na czytelną, przejrzystą, konsekwentnie realizowaną zasadę. Taką zasadę, która nie budzi wątpliwości w zakresie słuszności podjętych decyzji urzędowych.

Tymczasem im bardziej analizuję poszczególne przypadki, tym mniej to czytelne, przejrzyste i budzi coraz więcej wątpliwości. Kolejny kubeł zimnej wody na głowę wylany!

Nie wiem, czy tak naprawdę załączając linki do stron ministerstwa z regulaminem i wynikami chciałem polecić ich lekturę. Raczej na pewno nie! One są tam tylko dlatego, żeby bezpośrednio zainteresowanym ułatwić dostęp do tak zwanej informacji. Pisząc o zainteresowanych miałem na myśli między innymi moich blogowych sąsiadów; Śledzibowców którzy od niedawna też w temacie dotacji "siedzą" i są, tak jak i ja sam (gdyż wystąpiłem z wnioskiem o dotację w 2012r.) jego bezpośrednimi beneficjentami. Jest jeszcze autor bloga: Śląskie zabytki, który roztacza dość szeroką analizę właśnie tego tematu (te dwa linki szczególnie polecam. Ich lektura daje pełniejszy obraz sytuacji zarówno od strony beneficjenta programu jak i komentatora z branży, że tak się wyrażę). 

Moja konkluzja po lekturze wyników jest smutna. Regulamin określono tak lakonicznie, że ostatecznie nie dziwi fakt iż do jednego worka można wrzucić dotację na renowację obrazu w jednym z kościołów z odbudową zawalonej ściany oporowej w ruinach zamku we Wleniu. Te dwa przykłady potwierdzają tylko, jak szeroki jest wachlarz działań i zakresu, jaki obejmuje priorytet - Ochrona zabytków. Można za pomocą dotacji odbudować zamek od tzw. zera albo w nieskończoność wymieniać dachówki w pałacach, dworach itp.(tu przykładów można by mnożyć) pozwalając jednocześnie tysiącom pereł architektury znikać jak kamfora dotując tych pierwszych kwotami, za które niejednokrotnie można by takie obiekty "uzbroić po szyję". 
Zamek Wleń, to smutny przykład takiego worka bez dna. Od kilku lat otrzymuje dotacje na swoją odbudowę. Został wsparty jak dotąd kwotą, którą w różnych komentarzach określa się na blisko 3 mln złotych (włącznie z przyznaną w minionym 2012r. dotacją. A efekty? Wystarczy wy-googlować. Kilka fot zamieszczam tutaj:

Wleń, Zamek - widok z lotu ptaka
źródło: http://www.umwd.dolnyslask.pl/fundusze-europejskie/aktualnosci/artykul/unijne-dotacje-na-jeleniogorskie-zabytki/

Wleń, Zamek - mur oporowy, który po zawaleniu odbudowano, ale jak!
źródło:http://fortyfikacje.legnica.pl/wlen-zamek.php
 
Wleń, Zamek - mur oporowy w trakcie odbudowy z dotacji.
żródło: wleninfo.pl

Wleń, Zamek - mur oporowy, przekrój.
żródło: wleninfo.pl
 
Przy zamku tym wykonano jeszcze kilka innych prac ale jak stwierdził jeden z komentatorów na: Wleń-info, oburzony zastosowaną technologią odbudowy oraz jej kosztami stwierdził, że: cyt. "Za 2,7 miliona złotych wydanych dotychczas na ratowanie Zamku można wybudować całkiem nowy zamek w stanie surowym i też nie będzie autentyczny."
Cóż jeszcze można dodać do tej oceny. Komentarz jest zbędny.

Z drugiej strony problemu ginących zabytków stoją niestety właściciele prywatni, którzy rzeczywiście w znacznej części nie robią nic i te perły, które są ich własnością nierzadko są rozkradane i bestialsko niszczone jak chociażby przykłady z moich stron rodzinnych jak Zamek w Nieszkowicach czy Pałac w Stolcu. Byłem tam ostatnio jakieś dwa lata temu. O mały włos sam zawału nie doświadczyłem widząc ten agonalny krzyk pięknego, niegdyś, renesansowego zamku i barokowego pałacu. Zgroza! Widok tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Zupełnie jak moja wieża-staruszka. Ona też miała już swoich właścicieli. Najpierw skarb Państwa przez kilkadziesiąt lat systemowo ją gnębił a później na pięć minut przed pierwszym zawałem ją sprzedano. Po raz pierwszy. Pózniej właścicieli było podobno jeszcze trzech. Co właściciel to zawał. Staruszka- wieża kolejnego już nie przeżyje, co póki tu jestem, mam nadzieję nie nastąpi. 
W minionym 2012r wystąpiłem z wnioskiem o dotację do Ministra Kultury żeby ten najdramatyczniejszy stan obecny jak najszybciej poprawić. Niestety staruszka wieża po trzech zawałach póki co nie znalazła wsparcia ministra na dalszą rehabilitację, ale przecież to jeszcze nie koniec świata. Kolejny rok już się zaczął, mnóstwo do zrobienia. Może jak to zwykle bywa będę musiał polegać na opatrzności Bożej i własnych siłach. Może druga połowa albo chociaż końcówka tego 2013 roku będzie szczęsliwsza niż jego początek?
Może zacznę mierzyć czas od końca(if you know what I mean).
Wtedy jeszcze raz będę miał szansę na szczęśliwszy 2013 rok a pocztówka noworoczna stworzona wespół przez gości bloga będzie wyglądała mniej więcej tak;):



A póki co, w tak zwanym międzyczasie wybudziłem się już na dobre ze snu zimowego i za krótką chwilę wybieram się do Dalkowa rozpocząć nowy sezon 2013!
Nowy sezon! nowa motywacja! nowy zapał do działania! ponoć najtrudniej jest zacząć, więc teraz będzie już z górki!  
...z dotacją w tym roku czy bez niej, liczę na to, że teraz na pewno uda mi się zrobić już wszystko.

Hey, you bastards I'm still here!




środa, 9 stycznia 2013

Szczęśliwszego Nowego Roku 2013 !


Tak się simpaticznie złożyło, ...że zwiedzający wieżę taką to pocztówkę noworoczną wespół stworzyli a ja akurat znalazłem się we właściwym miejscu i czasie. Aparat też był pod ręką i jest:


Takoż więc wszystkim życzę: Szczęśliwszego Nowego Roku 2013!
Chociaż już teraz wiem, że dla bardzo wielu z nas wcale taki nie będzie, ale cóż, zawsze trzeba mieć nadzieję, że teraz może być już tylko lepiej!
... i że w tym roku już na pewno uda się zrobić naprawdę wszystko;)

ps. 
Moim sąsiadom z Dalkowa, którzy jak i ja czekają na rozpoczęcie prac budowlanych przyłączy wody i kanalizy do naszych budynków rychłego spełnienia tegoż faktu życzę, zwłaszcza, że właśnie rozpoczął się proces uzyskania pozwolenia na budowę!
Niech ten rok będzie rokiem plagi pozwoleń;) ...takich zrealizowanych.


czwartek, 20 grudnia 2012

Acta Universitatis Nicolai Copernici

Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu przyszedł z odsieczą i znacząc prawo serii po wpisie niejakiego Longmannn'a z www.forum.zamki.pl - przyniósł więcej informacji o wieży a ściślej rzecz biorąc o średniowiecznych wieżach na terenie Śląska, więc i o Dalkowskiej też jest co nieco:

kliknij tutaj

Wszystko jest w zakładce z zeszytem nr 27. To ważne, żeby pół dnia nie stracić i się nie sfrustrować szukaniem. Żeby poczytać skrypt trzeba zainstalować wtyczkę wg wskazania na stronie.

(A tu jedno ze zdjęć z tego opracowania)

Lepszej okazji do zaanonsowania zaległego news'a mieć nie mogłem!
A mianowicie; moje poszukiwania informacji o wieżach mieszkalnych tudzież rycerskich uświadomiły mi, że te wszystkie strony, blogi i inne nośniki informacji traktujące o wieżach właśnie są rozpierzchnięte gdzieś w necie. Są Zamki, Pałace, Dwory - Wież natomiast w jakimś logicznym zbiorze nie znalazłem. No więc sam go stworzę ...w tak zwanym międzyczasie międzyczasów. To właśnie publikacja Uniwersytetu Toruńskiego stała się podwaliną mojej decyzji o podjęciu tematu stworzenia kompilacji wież rycerskich; chronologicznie od pierwszej do ostatniej. Na tyle na ile pozwolą na to materiały źródłowe, które od dość dawna gromadzę. Zachowanych do dziś wież mieszkalnych w Polsce jest coś pod czterdziestkę. Tylko na Śląsku i Dolnymśląsku zinwentaryzowano blisko czterysta pozostałości po siedzibach drobnego rycerstwa w postaci wzniesień zwanych gródkami stożkowatymi - reliktami po budowanych na sztucznie tworzonych lub naturalnych wzniesieniach siedzibach o konstrukcji drewnianej. Będzie więc się nad czym rozwodzić. 
Taki jest plan a co z tego będzie zobaczymy. Zima sprzyja takim inicjatywom bo coś trzeba robić żeby nie zastygnąć i zamarznąć gdzieś w tym nieustannym, codziennym, mglistym, szarym (póki co) zimowym półmroku. Brrrr! 

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia! 

 

poniedziałek, 17 grudnia 2012

powrót do prze(y)szłości

Zupełnie niespodziewanie góra przyszła do Mahometa. W ostatnim roku przeczytałem i wyszukałem mnóstwo opracowań w poszukiwaniu informacji o wieży sprzed katastrofy. Do dzisiaj nie znalazłem nic o elewacji północnej. Mahomet nie mógł dojść do góry więc... . Dzisiejsze odkrycie jest naprawdę sensacyjne! Dzisiaj, a właściwie przed chwilą po tym jak wreszcie, dosłownie za pięć dwunasta opanowałem zobowiązania zawodowe na jutro, zmęczony już trochę zrobiłem chwilę przerwy i znalazłem to:



(źródło:http://www.forum.zamki.pl - autor "Longmannn")

Elewacja wieży od strony północnej w rzucie prostopadłym(drugie zdjęcie) w stanie przed zawałowym pozostawała nieznana aż do dzisiaj. Widać też budynek gospodarczy. Piękne! Takie rzeczy zawsze dzieją się niewczas bo od nie pamiętam kiedy dzisiaj była szansa położyć się spać o jakiejś ludzkiej porze. Ale cóż, takim trofeum trzeba się podzielić od razu. 
Patrze na te zdjęcia i widzę przyszłość, przyszłość widzę!
W przeszłości przyszłość widzę! Działa!  
Tak to wyglądało było i będzie raz jeszcze wyglądać za krótką chwilę.
Tylko jak ja teraz zasnę po takiej dawce red bulla przed snem? 


ps.
Panie Longmann i wszyscy, którzy mogą pomóc - poproszę o więcej, jak macie cuś jeszcze na temat wieży z czasów przed zawałowych.  Z góry bardzo dziękuję. 

niedziela, 9 grudnia 2012

pozwolenie na strzyżenie

09/12/2012

Wracam po chwili przerwy, żeby dopowiedzieć co nieco o międzyczasach a ściśle rzecz biorąc o tym, co dzieje się, kiedy nie ma mnie w Dalkowie. Ten międzyczas, który przypadł na ostatni nieco dłuższy okres, bo pomiędzy 21 października a 7 grudnia przyniósł w rezultacie pozwolenie na strzyżenie.


Strzyżenie czyli cięcie pielęgnacyjne Hedera helix tj. bluszczu na wieży. Cięcie ma na celu odsłonięcie murów ścian południowej i zachodniej. Ściany wymagają pilnej naprawy i zabezpieczenia. Hedera najbardziej lubi cięcie z końcem marca, choć znosi je też dzielnie w trakcie całego okresu wegetacyjnego. Wszystkie cięte kłącza zostaną zabezpieczone  dendromalem, taką pastą do ran dla roślin. To ważny moment bowiem cięcie to nada też ostateczny kształt bluszczowi i taki też kształt będzie utrzymany po zakończeniu wszystkich prac odbudowy wieży.
Projekt, który spotkał się z szeroką akceptacją wygląda mniej więcej tak: 





                               



Liczę na to, że ten oryginalny i ciekawy projekt spotka się także z akceptacją wszystkich odwiedzających tego bloga.
Właśnie zleciłem wykonanie stelaża, na którym bluszcz po przycięciu będzie mógł rosnąć dalej przybierając kształt, który ma przynieść mi dużo szczęścia;) ...albo raczej radości tudzież dobrego humoru, który udzielił mi się po tym, jak otrzymałem decyzję zgody na strzyżenie. 

Kształt stelaża nieco się jednak zgeometryzował żeby nie zabrakło środków na sfinansowanie w przyszłości jeszcze piękniejszej kolekcji krasnali ogrodowych, które zamierzam zakupić na przygranicznych parkingach na trasie do Berlina;))
Do Berlina co prawda raczej się nie wybieram ale po krasnale czemu nie;)
A tak na poważnie, to na ostatecznej wersji projektu cięcia ten biały geometryczny obłoczek to część, która jak się zapewne wszyscy domyślają będzie odcięta i pozostanie nieco mniej niż połowa z tego co jest teraz.








I choć wciąż nie jest to ten news, o którym chciałem lub miałem obiecałem napisać, to jednak na tym zakończę i wrócę do tematu, później nieco, bo znów późno nocno się zrobiło. 

sobota, 8 grudnia 2012

Ostrzegałem. Żeby nie było;)

7-8/12/2012

...Gdy październik ciepło trzyma zwykle mroźna bywa zima...
To cytat z samego siebie (wpis z 19-21 października). 
Jeszcze zima na dobre się nie zaczęła a już jest po 15 stopni na minusie. Mądrości ludowe po coś są. Ostrzegałem, żeby nie było ;) 

Ok, nazwa posta jest! I kontekst też, więc zapowiada się nieźle! 
Ale nie o tym chciałem. Po tym wyjeździe wiem już, dlaczego wieża, choć tak brutalnie potraktowana przez wszystko i wszystkich, zrobiła na mnie takie duże wrażenie. Otoczenie w jakim się znajduje o każdej porze roku jest po prostu świetne. Pierwszy raz w Dalkowie byłem latem. To był bardzo upalny majowy dzień. Życie kipiało. Pieśni zalotne owadów i godowy śpiew ptaków robiły duże wrażenie. W mieście niestety takich koncertów człowiek nie uświadczy.
Lato w Dalkowie już było w kilku nawet wpisach. Jesień złota i mglista też. 
Teraz zima. Bez komentarza. 
 








Ta wizyta była zupełnie nie planowana. Geodeci na zlecenie starostwa w Polkowicach przeprowadzali ponowne wytyczenie granic nieruchomości, z którą graniczy wieża.
I choć ciężko było zorganizować wszystko tak, żeby udało mi się dojechać na to spotkanie to warto było spędzić trochę czasu w takiej rzeczywistości.
 
Mój znajomy powiedział, że najgorzej przy remontach i odbudowach jest "wyjść z ziemi", bo w trakcie tych prac efektów mało a robota do wykonania ciężka. To prawda, praca jest ciężka ale i w tym jest dużo satysfakcji. Grzebanie się w XVI wiecznych gruzach sprawia mi sporą frajdę. Nawet w piętnastostopniowym mrozie. W takich warunkach pogodowych niezbędny jest jednak dobry przecinak i młotek ...i ciepła czapka.


A że dzień teraz krótki, to zanim zdążyłem się rozkręcić zgasło światło. Sąsiedzi wsparli mnie prądem, bo swojego jeszcze nie mam i wtedy zrobiło się jeszcze ciekawiej;).


Wieża już prawie z każdej strony obstawiona jest cegłami z odzysku i ręcznie ciosanymi eratykami.


Na dzisiaj to wszystko choć jest jeszcze jeden, ciekawy jak sądzę a na pewno nowy wątek z tego wyjazdu, o którym dopiszę jak się wyśpię. Tymczasem!