czwartek, 22 listopada 2012

...mgła spowiła kraj Piastów


15-18/11/2012

Kolejny wyjazd do spowitego mgłą Dalkowa wprowadził odpowiedni nastrój. Lubię wieżę w takiej scenerii. To świetne tło dla takiej zmurszałej, pochylonej staruszki. Co prawda moim celem jest rewitalizacja, jakiej nie powstydziłby się dobry chirurg plastyczny - specjalista od ujmowania lat, ale na dziś, na ten zimny mocno już zaawansowanej jesieni czas widok wieży zatopionej we mgle to było coś czego mi było trzeba. 

15/11/2012




No dobrze, Dalków nie jest pępkiem świata, więc może nieco poniosła mnie fantazja z tą mgłą w kraju Piastów. Dowiedziałem się ze sprawdzonych źródeł, że np we Wrocławiu mgły wtedy nie było;)
Ja jednak chciałem wtedy wierzyć, że wszędzie powiało Hitchcockowską mgłą.
 





Jedna z definicji mówi, że mgła to cyt. "zawiesina mikroskopijnych kropelek wody unosząca się nisko nad ziemią w postaci obłoku utrudniającego widoczność". 
Utrudniającego widoczność! to właśnie słowa klucze! tego mi było trzeba bo we mgle wieża staje się nieco abstrakcyjna, niedopowiedziana, więc można skonkludować ją jako dzieło skończone-nieskończone. Jak jeszcze do tego zmrużyć porządnie oczy, to nie widać tak wyraźnie jak wiele jest jeszcze do zrobienia;) a to dobra motywacja do pracy, szczególnie kiedy na zewnątrz -2 Celsjusza.
Linie, ich granice zacierają się i dzięki temu można odnieść wrażenie obrazu pełnego (szkoda, że zdjęcia robiłem, jak zwykle zresztą swoją starą, kilkuletnią nokią, ...a może i dobrze;).




W każdym razie, korzystając z dobrodziejstw trzymającej w napięciu aury z przyjemnością dokumentowałem postępy w pracy.
Plan nadrzędny zakładał bezwzględne osłonięcie dachu wieżyczki klatki schodowej i ścian wzdłuż rusztowania coby zimą nie mokły i nie marzły za bardzo. Zależało mi też na odgruzowaniu terenu zwaliska wzdłuż zachodniej ściany, żeby co lepszy materiał posegregować i odzyskać. 



Organiczne szczątki drobnych gałęzi bzu czarnego tliły się w sympatycznym ognisku.

16/11/2012

Jedyną niewygodą pracy w codziennej mgle połączonej z ujemną temperaturą był fakt, że podesty rusztowania były śliskie jak cholera. Do południa, każdego dnia byłem pogodzony z życiem. Później wraz ze wzrostem temperatury myśli oswajały się z rzeczywistością i zaczynało mi się spieszyć, bo jak zwykle, żeby zrobić wszystko czasu jest akurat za mało.


Trzeba było wejść na gzyms wieży, żeby zdjąć dachówki z łat. Na tym poziomie efekt Vertigo dawał o sobie znać, mimo woli.



Dach wieżyczki jest w kiepskiej formie jak widać i wymagał sporo prac naprawczych, żeby bezpiecznie i skutecznie nakryć go warstwą grubej folii. Poniżej pierwsze zdjęcia króla z wieży.





Plastykową windą na linie konopnej dachówki zjechały w dół w pełnej mgle, gdzie zostały zabezpieczone.


A konstrukcja więźby dachowej przed wzmocnieniem wyglądała mniej więcej tak:



17/11/2012


Mgła stanowi nieodłączny element scenografii przedstawień z czasów świetności staruszki - wieży. Może dlatego tak dobrze komponuje się w takim zestawieniu




Ostatnie sprawdzenia i decyzje przed nakryciem więźby:



No i jest folia na dachu.

18/11/2012

Z bliska wygląda to tak:


W desperacji wynikającej z upływającego czasu, krótkiego dnia etc jak i tego, że nie miałem pełnego dostępu do muru wieży, żeby zamocować folię, zastosowałem patent ze sznurem, do którego powiązałem worki z piaskiem i przesuwając sznurek z workami udało mi się dociążyć folię wokół.



Efekt końcowy okazał się zadowalający, jak na amatora, pół-profesjonalistę;)


A w tak zwanym międzyczasie rosła górka cegieł do wysuszenia i zobaczenia czy są jeszcze coś warte;)






Tuż przed zmierzchem dach i wszystkie dostępne z rusztowania mury były gotowe do przetrwania kolejnej zimy.




czwartek, 25 października 2012

Gdy październik ciepło trzyma, zwykle mroźna bywa zima.

19-21/10/2012

Rzeczywiście, październik póki co trzyma ciepło.
Dzięki temu udało się nam (mi i Józkowi) zakończyć temat rusztowania i w zasadzie jeszcze jedna wizyta robocza i wszystko powinno być gotowe - wszystko, co zaplanowałem na ten rok, czyli zabezpieczenie dachu wieży klatki schodowej no i schodów rzecz jasna. 

Tymczasem prace posuwają się do przodu ...jak pory roku:

19/10/2012

(droga prowadząca ze wsi do wieży)






20/10/2012



Podczas prac odgruzowywania odkryliśmy mury przybudówki gospodarczej dawno temu rozebranej:



Rusztowanie wreszcie domknęło wieżę w obwodzie. Jestem coraz bliżej króla.
A król to taki słup środkowy w konstrukcji więźby dachów o kształcie wieżowym, stożkowym, namiotowym czy baniastym, o który opierają się krokwie. Silnie zespolony ze słupami narożnymi i przyściennymi za pomocą elementów usztywniających (zastrzały, rygle itp.). Z reguły wystaje ponad punkt zetknięcia się krokwi i służy do zamocowania na nim krzyża, chorągiewki wiatrowej lub innego zakończenia. 
W niektórych więźbach może przebiegać przez ich całą wysokość, a nawet być połączony z konstrukcją wieży:

(zdjęcie ze strony:dachy.info.pl)
 
(zdjęcie ze strony:dachy.info.pl)

 
(zdjęcie ze strony:dachy.info.pl)

Wieża od strony północno wschodniej z królem w środku obrusztowana po obwodzie:







Po wnikliwych analizach stanu konstrukcyjnego i wykonanych ekspertyzach technicznych okazało się, że ściana południowa (frontowa) budynku wieży, pomimo rozległego pęknięcia pionowego jest jednak do uratowania. i to wszystko dzięki Hedera Helix L..


Jest rośliną miododajną, leczniczą, kosmetyczną i jak się okazuje podtrzymującą stare mury na duchu. W tradycjach wielu narodów od dawna obecny jako roślina symboliczna, zwłaszcza jako symbol wierności i trwałości życia. Jak ta wierność i trwałość życia bezpośrednio przekłada się na trwanie murów renesansowych widać na zdjęciu poniżej. Ten słup murowany z cegły na pierwszej kondygnacji (zdjęcie poniżej) jest dosłownie podtrzymywany przez bluszcz bo drewniana belka wieńca już jakiś czas temu legła w gruzach.




Jest już dostęp do muru budynku głównego, wieży klatki schodowej i ciekawszych widoków na przyszłość z przedostatniego piętra rusztowania:

21/10/2012







(droga prowadząca z wieży do wsi)